Zapisuję, bo przemijam. Dzielę się, bo lubię mnożyć. Dziergam, bo to daje radość mi i innym! Jak miło, że tu zaglądacie! :-

książki

wtorek, 29 września 2009

Przenieś się w czasy Ostatnich Rycerzy Polski, lat świetności szlachty i bohaterskich wojen obronnych, kiedy Rzeczypospolita była potęgą od Morza do Morza! Trylogia do słuchania na mp3 – wsłuchaj się w słowa...

niedziela, 20 listopada 2005

Zapomniałam już kilka dni temu zaznaczyć, że przeczytałam kolejną książkę:

zdj (22) "Strategię skorpiona" Kena McClure'a. Taka sobie sensacja z dziedziny medycyny. Lekka, ale przyjemna.

niedziela, 06 listopada 2005
 Nie, no nie znoszę tego, kiedy wylatuje mi dopiero co napisana notka!!!! Zzzz! A to juz 5 raz!

I w ogóle ostatnio na bloxie wciąż mnie wylogowuje! Co to się porobiło!

Nie napiszę jeszcze raz! Mam to gdzieś!

Odnotuje tylko, że skończyłam czytać "Opactwo Northanger" (21) Jane Austen.

Kurcze, a tak fajnie poprzednio ujęłam mój zachwyt nad serialem "Wiedźmy"

Psia kość!
piątek, 28 października 2005

No właśnie, wysokie ciśnienie, dobry biometr i od razu czuję się dużo lepiej. :-) Straszna ze mnie meteoropatka, uch!

A przedwczoraj skończyłam czytać "Wiek niewinności" Edith Wharthon (20) i trochę mnie nudziła ta lektura, ale mimo, że znam fabułę, uparłam się, że skończe to czytać ;-)

ZIELONA HERBATKO!  Do tej pory nie dotarło do mnie zaproszenie na Twojego bloxa :-( Czytałam na forum, że to nie tylko mój problem z zagubionymi zaproszeniami.

No i na koniec wzorek płaskiej choinki, jaki na razie znalazłam w swoich zasobach:

Jak jeszcze coś wyszperam, to wrzucę.

czwartek, 06 października 2005
Już jakiś tydzień temu skończyłam czytać "Portret Doriana Graya" (19) i zapomniałam o tym napisać. Poniżej opis książki z serwisu Wyborczej.

"Życie, czyli komputerowy szum fal



Od dziś w kioskach "Portret Doriana Graya" Oscara Wilde'a. Jego dzieło brzmi zaskakująco współcześnie i współgra z filmami Almodóvara, muzyką Davida Bowie, poezją Ashbery'ego oraz projektami Arkadiusa

"To nie sztuka naśladuje życie, ale życie sztukę". Mogłoby się wydawać, że te słowa Oscara Wilde'a to jeszcze jeden błyskotliwy bon mot mistrza paradoksu wytrącający nas z przyzwyczajeń i dla pustego efektu odwracający naturalny porządek rzeczy.

Nic bardziej mylnego. Wilde był "poważny na serio", kiedy to pisał, a sens słynnego paradoksu można bez trudu wyjaśnić.

Życie jako dzieło sztuki

Po pierwsze, Wilde zwraca w nim uwagę, że na świat patrzymy w sposób, którego nauczyliśmy się od sztuki, gdyż to ona stanowi dzisiaj nasze "naturalne" środowisko. Wydarzenia rzeczywiste porównujemy do wydarzeń znanych nam z filmów czy książek, a słoneczny krajobraz oglądamy, choćby nieświadomie, oczyma impresjonistów. Ponieważ we wszelkich przejawach życia dostrzegamy odblask sztuki, życie traci swoją naturalność, staje się sztuczne jak wygenerowany na komputerze krzyk mew i szum morskich fal.

Ale paradoksalna teza Wilde'a o życiu naśladującym sztukę to także pewien projekt na życie. Każdy świadomy człowiek winien przyjąć postawę artysty, dla którego tworzywem byłyby jego biografia i tożsamość. Nasze życie, zamiast się nam mimowolnie przytrafiać, powinno stać się dziełem tworzonym z takim samym udziałem wyobraźni, fantazji i geniuszu co największe dzieła sztuki.

Kreowanie siebie

Jeśli jednak życie, zgodnie z założeniami Wilde'a, rzeczywiście zamieniłoby się w dzieło sztuki, etyka przestałaby być tą dziedziną, w której szukamy odpowiedzi na pytanie, jak żyć. Zastąpiłaby ją estetyka.

Prawa rządzące sztuką, reguły piękna i przyjemności stałyby się zasadami, jakimi należy kierować się w życiu. Piękno zastąpiłoby moralność, albo inaczej: stałoby się nową moralnością.

Idee te - szerzące się w drugiej połowie XIX wieku, a związane z nurtem estetyzmu głoszącego kult piękna i hasła sztuki dla sztuki - stanowiły prawdziwą dywersję próbującą naruszyć najgłębsze fundamenty zachodniej kultury. Stąd towarzyszące im nie całkiem bezzasadnie oskarżenia o dekadencję i nihilizm.

Jednym z proroków tego nurtu był właśnie Wilde jawnie okazujący pogardę dla moralności i natury. Uznając, że celem życia jest zamienić się w dzieło sztuki, nieustannie siebie kreował, uwielbiał przebierać się w fantazyjne stroje, zapuszczał, to znów ścinał włosy, fotografował się w teatralnych pozach i kostiumach, mówił i pisał wysoce stylizowanym językiem. Był jednak kimś więcej niż złotoustym dandysem słynącym z upodobania do błyskotliwych konwersacji, a jego estetyzm nie był zachłyśnięciem się modą ani próbą epatowania zaskorupiałych w swoich przekonaniach wiktoriańskich mieszczan. Wilde bowiem, kwestionując stare podstawy kultury, potrafił zakwestionować także założenia nowego - estetycznego - systemu wartości. A zrobił to najgenialniej w powieści "Portret Doriana Graya".

Zamienić życie w sztukę

W dziele tym opublikowanym w 1891 r., które zachwycało i gorszyło ówczesnych czytelników, Wilde z właściwą sobie elegancją stylu opowiada historię Doriana, młodego człowieka o zniewalającej urodzie, który na widok swojego portretu pragnie zamienić się z nim miejscami. Chce, jak chciał sam Wilde, życie zamienić na sztukę. Bo wtedy to on, a nie obraz, zachowa wieczną młodość, a portret będzie starzeć się zamiast niego. Taka zamiana, z czego Dorian pewnie nie zdawał sobie do końca sprawy, byłaby też zamianą duszy na cielesność, sumienia na urodę, wnętrza na powierzchowność. Życzenie młodzieńca się spełnia: Dorian zachowuje piękne rysy, a obraz traci młodość i brzydnie, także moralnie, bo pozbawiony sumienia Dorian zaczyna krzywdzić bliskich sobie ludzi i nie waha się przed popełnieniem zbrodni.

Na służbie złu

W tej pięknej i mrocznej historii pobrzmiewają echa wielu wcześniejszych utworów, choćby "Fausta" Goethego czy "Dziwnej historii doktora Jekylla i pana Hyde'a" Stevensona.

Dorian, jak Faust, zyskuje wieczną młodość i jak pan Hyde oddaje się potężniejącemu złu. Na drogę występku sprowadza go cynik Lord Henry, wcielenie Mefista, arystokrata stawiający się ponad dobrem i złem, nadczłowiek gardzący słabością i uczuciem litości, późny wnuk Markiza pławiący się w rozkoszach ciała i intelektu.

Ale, co ciekawe, za zło, jakim stało się życie Doriana, odpowiada także sztuka, a konkretnie pewna powieść, której tytułu Wilde wprawdzie nie zdradza, ale którą można dość łatwo zidentyfikować jako biblię dekadentyzmu - "Na wspak" Huysmansa. Zaskakujący to trop w powieści: Wilde sugeruje bowiem, że wśród książek są takie, których wpływ może okazać się zgubny. Przekonanie to stoi w sprzeczności z wyrażoną w przedmowie do "Portretu..." deklaracją, że nie ma książek moralnych ani niemoralnych, tylko dobrze lub źle napisane.

Ta niekonsekwencja obrazuje ciągle otwartą kwestię powracająca dziś w dyskusji nad zakazem rozpowszechniania tak różnych książek jak powieści de Sade'a czy też, w innym zgoła kontekście kulturowym, "Szatańskich wersetów" Rushdiego.

Pokochał sztuczność

"Portret Doriana Graya", ten fascynujący manifest estetyzmu, jest więc zarazem jego krytyką: ukazuje skutki zastąpienia moralności estetyką, dobra - pięknem, a życia - sztuką. Przeciwstawienie tych dwu światów symbolizuje para powieściowych kochanków - oddanego sztuce Doriana i młodziutkiej aktorki Sylvii.

Dorian pokochał tę aktorkę udającą na teatralnej scenie miłość, trwogę i radość, bo dostrzegł w niej uosobienie sztuki. Kiedy jednak dziewczyna pod wpływem prawdziwego uczucia chce być sobą i przestaje grać, Dorian zrywa znajomość. Bo piękny, ale pozbawiony sumienia Dorian kocha tylko to, co sztuczne, w czym przypomina samego Wilde'a. Wilde jednak pisze na niego (a więc i na siebie) wyrok - Dorian przegrywa. Jeśli obraz stał się sumieniem Doriana, zniszczenie płótna jest zniszczeniem sumienia, a konsekwencją tego czynu może być tylko śmierć.

Zaskakująca jest ta konkluzja powieści, w której życie prowadzone zgodnie z zasadami sztuki ponosi ostateczną klęskę. Można by wręcz podejrzewać, że Wilde wprowadził moralizatorski wątek z myślą o zaspokojeniu oczekiwań przeciętnego czytelnika. Przyznać trzeba, że powieść pulsująca podskórnym homoerotyzmem nurza się w atmosferze dekadencji i zmysłowości, kusi swoim immoralizmem. Estetyzm powieści jest tak intensywny, że przytłacza moralistyczne przesłanie jej zakończenia. Jednak podczas lektury "Portretu..." trudno oprzeć się wrażeniu, że estetyzm ten podszyty jest lękiem: przed starością, cierpieniem i przemijaniem, a moralna obojętność Doriana nie jest niczym niezwykłym w wyjałowionym moralnie społeczeństwie współczesnych hipokrytów.

Pozór ponad wszystko

Warto sięgnąć po tę książkę z jeszcze jednego powodu. Wydawałoby się, że to findesieclowa ramotka, tymczasem dzieło Wilde'a brzmi zaskakująco współcześnie. Znakomicie współgra z postmodernistyczną wrażliwością naszych czasów, dzieląc z nimi przekonanie o sztuczności życia i fascynację tym, co pozorne, gotowość do odwrócenia zależności między sztuką a życiem, rzeczywistością a jej obrazem, czy wreszcie pojęcie osobowości jako tworu niejednorodnego i zmiennego. Współgra z filmami Almodóvara, muzyką Davida Bowie, poezją Ashbery'ego i projektami Arkadiusa.

A więc Wilde nasz współczesny?"

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
O autorze